Powiedz szczerze — czy zdarzało Ci się w praktyce, że wychodziłeś z debiutu z obiecującą pozycją, lecz potem sytuacja na szachownicy zmieniała się na Twoją niekorzyść? Albo odwrotnie: po debiucie Twoja pozycja wyglądała podejrzanie, ale przeciwnik nie grał najlepiej i ostatecznie tracił przewagę, a nawet przegrywał?
Oczywiście te pytania są raczej retoryczne, a odpowiedź jest oczywista. Dlaczego więc szachiści tak lubią przypisywać swoje niepowodzenia słabej znajomości debiutu? Nie oszukujmy przynajmniej samych siebie: dobre przygotowanie debiutowe jest bez wątpienia pożądane, ale nie stanowi głównego składnika naszej siły szachowej. Znacznie ważniejsze jest rozumienie gry środkowej i końcówki — i w większości przypadków potrafi ono pomóc doprowadzić przewagę do zwycięstwa albo uratować podejrzaną pozycję.
Kuszące jest oczywiście kupić dwie–trzy książki debiutowe i wykuć określone warianty, licząc na to, że przeciwnik zostanie zniszczony dzięki naszej wiedzy teoretycznej, albo przynajmniej na to, że wyjdziemy z debiutu z dobrą pozycją, a potem „jakoś się zagra”. Tymczasem na studiowanie gry środkowej i końcówek często brakuje nam czasu lub chęci.
Niestety, prawdziwą ofiarą takiego podejścia jesteśmy zazwyczaj my sami. Nawet miażdżąca pozycja po debiucie nie gwarantuje jeszcze zwycięstwa — wymaga od nas pokazania umiejętności w grze środkowej, a nierzadko także w końcówce.
Niestety lub na szczęście, gry środkowej i końcówek nie da się nauczyć tak łatwo — choć dobra literatura na ten temat istnieje. Niestety, nieczęsto. Książka „Strategiczne chwyty” jest próbą wypełnienia tej luki.
Główną zaletą książki i jej zasadniczą różnicą względem innych jest tematyczne uporządkowanie motywów gry środkowej. Ich łączna liczba (zob. spis treści) zbliża się do pięćdziesięciu. I co nie mniej ważne, motywy te są zilustrowane starannie dobranymi przykładami, które pozwalają „czubkami palców” poczuć idee, których nie zawsze łatwo opisać słowami.
Wiele z opisanych motywów wcześniej nie było tematycznie uporządkowanych ani nazwanych, a „jeśli nie jest nazwane, to znaczy, że nieznane” — przynajmniej dla większości amatorów. A metoda „do wszystkiego dojdę sam” jest długa i skrajnie nieefektywna.